Biopsja nerki

Biopsja nerki

Już od ponad roku wiedziałam, że czeka mnie biopsja nerki, ale jakoś cały czasu odsuwałam od siebie tą myśl. Ze strachu…

Biopsja nerki, Poznań

Przygoda z białkiem (takim większym, od 3g) zaczęła się już w grudniu zeszłego roku. Cały czas niestety się utrzymywało, ale ze względu na to, że mycofenolan w pełnej dawce brałam właśnie od grudnia – lekarze dawali jeszcze czas na „rozkręcenie się” leku. Niestety w marcu białko zaczęło szybować… Zamiast lepiej – było coraz gorzej. W kwietniu doszło nawet do 5g! Kiedy trafiam na reumatologię, w celu zmiany sposobu leczenia, okazało się że białko „skacze”, nie jest już też tak wysokie jak wcześniej… i dostałam od mojego reumatologa „propozycję nie do odrzucenia”  – biopsja nerki 😉 Na początku, jak to na mnie przystało – wpadłam w panikę. Sama nie wiem czego się bałam, pewnie po części bólu, poza tym to raczej strach przed nieznanym, bo mimo wszystko – nie wiedziałam na ten temat zbyt wiele, nie czytałam – żeby się nie nakręcać.

 

Nie zdążyłam się „zadomowić”, a już po kilku dniach trafiłam… na nefrologię. Szczerze mówiąc nie zdążyłam nawet porządnie się oprać, ogarnąć „szpitalnego zestawu”, nawet poduszka którą zawsze zabieram do szpitala wciąż była jeszcze mokra. Szybka akcja 🙂 Ale może to i  lepiej, nie miałam za dużo czasu na zastanawianie się nad tym co może mnie czekać itp.

Gdy trafiłam na nefrologię, oczywiście po różnych badaniach, wyznaczyli termin biopsji. Pani doktor która mnie prowadziła, wszystko mi na spokojnie wytłumaczyła i starała się uspokoić. Ale dla pewności, żeby nie dostać ataku paniki – na noc, przed biopsją, wzięłam hydroxyzynę 🙂

Sama biopsja nerki trwała krótko, nie wiem, dokładnie ile czasu minęło, ale większość czasu zajęło samo przygotowanie. Leżałam spokojnie, zamknęłam oczy, żeby przypadkiem nie zobaczyć za dużo… i grzecznie wykonywałam polecenia pani doktor. Lekarka, która wykonywała mi biopsję – wszystko mi tłumaczyła, po kolei mówiła co będzie robiła, żebym się nie wystraszyła i nie poruszyła. Jest to ważne, ponieważ wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo powstania krwiaka. Samo badanie wcale nie bolało. Delikatnie tylko czułam moment znieczulania, ale nie nazwałabym tego bólem… po prostu było nieprzyjemne.

Podczas pobytu na nefrologi kibicowałam naszej drużynie na MŚ w piłce nożnej 🙂 Niestety nie udało się wygrać… ale i tak jestem z nimi 🙂

Wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji 🙂 Najgorsze z tego wszystkiego było leżenie plackiem przez tyle godzin i… siusianie do podsuwacza… Ale przetrwałam to, przeżyłam wszystko lepiej niż myślałam, krwiak nie powstał a ja jestem zadowolona, że mam to za sobą. Jestem z siebie dumna, że dałam radę. Wyszłam do domu z wieloma zakazami, najbardziej rygorystycznymi na najbliższy miesiąc i na kolejne miesiące, ale dam sobie z tym radę!

Od biopsji nerki minęło już ponad 2 tygodnie, a ja już nie czuję, że cokolwiek miałam robione. Oczywiście cały czas się oszczędzam, ale poruszam się już pewniej, nic mnie nie boli.

Ogólnie ostatnio czuję się bardzo dobrze, i gdyby nie wyniki – powiedziałabym, że jestem całkiem zdrowa 🙂

Strach ma wielkie oczy. Bałam się, ale teraz wiem, że nie było powodu. Jak będzie wynik biopsji – lekarz zadecyduje co z dalszym leczeniem. Ale to dopiero mniej – więcej we wrześniu.. Tak, na wynik biopsji czeka się 8-12 tygodni.

Trzymajcie kciuki, aby nic bardzo złego tam nie wyszło.

A Wy macie doświadczenie w tym temacie? Jak to u Was przebiegało?

Pozdrawiam i życzę samych cudownych dni <3

PS. Z całego serca dziękuję wszystkim którzy byli w tych dniach ze mną i mnie wspierali, jesteście wspaniali <3

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Facebook