Toczeń i stres.

Toczeń i stres.

Toczeń i stres.

Nie będę tutaj pisała żadnych definicji medycznych o wpływie stresu na organizm chorych na toczeń, bo nie prowadzę bloga medycznego, nie ekspertem ani lekarzem. Napiszę, jak to ostatnio u mnie wyglądało, u osoby chorej.

Wszystko zaczęło się stopniowo w grudniu. Od czasu, gdy wyszłam ze szpitala, po dzień dzisiejszy nie mogę dojść do ładu z kaszlem. Przeciągające się zapalenie oskrzeli, upierdliwy duszący kaszel, który nie daje się wyspać, ogólne osłabienie i rozdrażnienie. To wszystko spowodowało, że zaczęłam się denerwować całą tą sytuacją. Stres nie był może jakiś wielki, gwałtowny, ale kolejne plany, które sypały się jak domki z kart, tylko wzmagały frustracje. Stałam się rozdrażniona, i znowu wszystko szybko wyprowadzało mnie z równowagi. Niestety trochę odczuli to moi bliscy.

Poza tym brak zrozumienia otoczenia, odmawianie kolejnych spotkań  jeszcze bardziej sprawiało, że łapałam doła… Bo ile razy można komuś tłumaczyć, że jestem chora, że kaszle, że nie mam na nic siły na nic. Jedyne na co mam ochotę to wskoczyć pod kołdrę, i przeleżeć w łóżku cały dzień. Owszem, przed diagnozą tocznia/twardziny – ani razu żadna grypa nie położyła mnie do łóżka. Byle jaki kaszel czy katar nie zatrzymał mnie w domu. Ale teraz wszystko się zmieniło. Nawet zwykły katar może mnie wyłączyć z życia towarzyskiego na długo. Tak już jest przy chorobach autoimmunologicznych. I lekach immunosupresyjnych… Moja odporność jest chyba na poziomie zerowym.

W wyniku narastającego stresu odczułam, że znowu coś zaczyna się ze mną złego dziać. Zdarzało się, że obudziłam się z popuchniętymi dłońmi, stały się znów mniej sprawne. No i plamy na twarzy są bardziej widoczne. No ale po części zwalałam winę na choróbsko, którego nie mogłam się pozbyć…

Apogeum stresu nastąpiło 25.01.2018! Niedaleko mojego domu (w linii prostej około 600m), około północy, wybuchła rura z gazem. Płomień miał około 30m wysokości, momentalnie zrobiło się jasno, pomarańczowo. Ogromny huk, sprawił, że wyskoczyłam z łóżka na równe nogi.

Wybuch gazu
Tak wyglądał pożar widoczny od nas.

Płomień widoczny ponad lasem, dawał złudzenie, że to wszystko zbliża się do nas. Bałam się o rodzinę, bałam się, że za chwilę spali się nasz dom! Na szczęście miałam kontakt z koleżanką, która na bieżąco informowała mnie co tam się dzieje, wiedziałam, że pożar nie rozprzestrzenia się w naszym kierunku.

Mimo to, mój organizm zareagował natychmiast. Od razu zaczęły boleć mnie kolana, stopy łącznie z palcami! Bolało mnie wszystko. Cała się trzęsłam, serce waliło jak szalone, myślałam, że zaraz zawału dostanę. Nerwy puściły mi totalnie. Bez środków na uspokojenie – nie dałabym rady!

 

Wybuch gazu
Jak się przyjrzymy, to widać na zdjęciu, jak wielki to płomień, to płonie dom…

Ta sytuacja, położyłam mnie do łóżka, całą sobotę przespałam. Nie miałam siły na nic.

Trochę lepiej poczułam się dopiero w niedzielę… Stopniowo ból kolan i stóp odpuścił, ale dłonie nadal nie są tak sprawne jak wcześniej.

PODSUMOWUJĄC. Stres jest zabójczy! Bo o ile w życiu codziennym nauczyłam się, aby nie przejmować się drobnostkami, sprawami na które nie mam wpływu i  które mnie nie dotyczą, o tyle takich sytuacji nie da się przewidzieć. Na takie sytuacje muszę mieć środki uspokajające… Niestety…

Jutro mam wizytę u reumatologa. Okaże się, czy OB i CRP to wina ciągłej infekcji, czy lupus wychodzi z nory 🙁 Trzymajcie kciuki za mnie ♥

 

A wracając do wybuchu, to z pewnością o nim słyszeliście, bo wszystkie media w Polsce o tym trąbiły. W tej wielkiej tragedii, spłonęły 3 domy, a 20 innych zostały uszkodzone. Na szczęście władze i mieszkańcy okazali wielkie serce i pomoc dla poszkodowanych ruszyła od razu ♥

Serce rośnie jak widzi się taką solidarność i bezinteresowną pomoc, w czasach, gdzie panuje kompletna znieczulica.

Jeśli ktoś nie słyszał, a chce poczytać o tej wielkiej tragedii –  TUTAJ i TUTAJ

 

 



20 thoughts on “Toczeń i stres.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Facebook